Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 15.09.1923, Syberia, stacja badań UFO.
Tuż przed zmrokiem dotarliśmy do naszego celu. Niewielka stacja badawcza, oddalona o sto kilometrów od najbliższej osady ludzkiej. Minęły już ponad dwa miesiące od zaginięcia zespołu Avrocar. Pięciu mężczyzn, którzy byli tu przed nami, nie dało przez ten czas znaku życia. Ostatni komunikat dotyczył wyprawy do tubylczej wioski po zapasy. Ciągle mamy nadzieję, że ludzie ci żyją i gdzieś ich znajdziemy.
Okolica wygląda spokojnie. Zaparkowaliśmy naszego łazika pod prowizorycznym, skleconym z belek garażem i wzięliśmy się do wypakowywania sprzętu. Za budynkiem znaleźliśmy furgonetkę zapadniętą w błocie. Z pewnością należała do naszych poprzedników. Kluczyki były pozostawione w stacyjce. Poza tym, brak śladów ludzkiej obecności. Drzwi do stacji zamknięte. Fiodor otworzył je własnym kompletem kluczy i z bronią w ręku zrobił kilka kroków do przodu. Pusto.
Weszliśmy wszyscy trzej. Ja i moi dwaj towarzysze: Fiodor i Ardalion. Stacja wyglądała, jakby przed chwilą została opuszczona. W trzech pomieszczeniach sypialnych, łóżka były niepościelona, a na stołach leżały porozrzucane notatki. Zebrałem je wszystkie w jedno miejsce, licząc, że pomogą nam wyjaśnić tajemnicę zniknięcia naszych poprzedników. Kuchnia była w fatalnym stanie. Niedojedzone śniadanie stało się siedliskiem robactwa i pleśni. Niedopita kawa, chleb porozrzucany po blacie kuchennym. Wyglądała, jakby ktoś w pośpiechu z niej uciekł. Na stole znaleźliśmy starą gazetę, na której ktoś nabazgrał ołówkiem „Strzeżcie się sunących kamieni”. Nie mamy pojęcia, co to może oznaczać. Fiodor podał sugestię, że może chodzić o często widziane tutaj meteoryty. Szkoda, że autor napisu nie wyraził się bardziej precyzyjnie.
Aparatura na poddaszu jest w stanie nienaruszonym. Magazyn w piwnicy również. Co ciekawe, znajdują się w nim, niestety już nieświeże, zapasy jedzenia, co oznacza, że Avrocar zrealizowali swój zamiar podróży do wioski.
Cały wieczór spędziliśmy na sprzątaniu pomieszczeń mieszkalnych i rozpakowywaniu naszych rzeczy. Zjedliśmy sytą jajecznicę na boczku i wypiliśmy grzane piwo, popalając fajkę i dyskutując. Okolica wydaje się być bardzo piękna i spokojna, a niebo przejrzyste, upstrzone gwiazdami. Zgodnie z przewidywaniami, jest to wspaniałe miejsce do obserwacji kosmosu. Żadnych świateł cywilizacji w promieniu kilkudziesięciu kilometrów.
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 16.09.1923, Syberia, namiot nad jeziorem.
Cały ranek spędziliśmy na czytaniu notatek pozostawionych przez Avrocar. Dowiedzieliśmy się z nich, że prawdopodobnie zaobserwowano jeden niezidentyfikowany obiekt latający, który miał wylądować lub wpaść do jeziora oddalonego o trzydzieści kilometrów od stacji. Zapoznaliśmy się też ze szczegółowymi opisami świateł, jakie miały być widoczne nocą na dnie tego jeziora. Niestety, brak jakichkolwiek informacji, które mogłyby nas naprowadzić na ślad zaginionych badaczy. W związku z tym, poszukiwania rozpoczęliśmy od opisanego zbiornika wodnego. Postanowiliśmy wybrać się tam zaraz po obiedzie.
Na obiad zjedliśmy pieczone na ognisku pstrągi, wyłowione przez Ardaliona w pobliskim strumyku. Do tego pieczone ziemniaki i kiszone ogórki. Ciepła herbata ze źródlanej wody. Nie mamy powodów do narzekań.
Później, pojechaliśmy we trójkę do zamierzonego celu. Trasa przebiegła bez przeszkód, mimo że droga jest bardzo błotnista o tej porze roku. Kończące się lato na Syberii wygląda bardzo pięknie. W czasie jazdy Ardalion wysnuł hipotezę, że członkowie Avrocar mogli próbować nurkować w jeziorze, w celu znalezienia rzekomego NOP (Niezidentyfikowany Obiekt Pływający) i mogli się w ten sposób natchnąć na coś niespodziewanego. Faktem jest, że na stacji nie znaleźliśmy żadnego sprzętu do nurkowania. Ale jeśli zatonięcie było przyczyną ich zaginięcia, dosyć mało prawdopodobne, aby dotyczyło wszystkich pięciu.
Około godziny piętnastej dotarliśmy nad jezioro. Jest ono niewielkim zbiornikiem – można dość wyraźnie zobaczyć przeciwległe wybrzeże. Zostawiliśmy łazika i obeszliśmy je dokoła. Brzeg był kamienisty, wysadzony szarymi głazami. Nie zauważyliśmy niczego niepokojącego. Postanowiliśmy rozbić namiot i przeczekać tutaj noc.
Na kolację zjedliśmy suszone mięso, przypiekany nad ogniskiem chleb i grzybki marynowane. Popiliśmy zimnym piwem. Niebo jest piękne. Obserwowaliśmy je przez lunetę do późna w nocy, fotografując wszystko wokół. Woda jest cicha i płaska niczym polerowane lustro. Oprócz wiewiórek i ptaków, brak jakichkolwiek śladów życia. Brak śladów bytności ludzkiej. Brak tajemniczych świateł, o których pisali Avrocar.
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, noc 16/17.09.1923, Syberia, brzeg jeziora.
Obudziły nas niezidentyfikowane dźwięki dochodzące zewsząd wokół. Coś jakby szuranie po ziemi. Mimo że dokładnie przeszukaliśmy okolicę, nie zauważyliśmy żadnych oznak ruchu. Dźwięki niepokoiły nas jednak dosyć długo, cichnąc tuż przed wschodem Słońca. Położyliśmy się spać, kiedy już świtało.
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 17.09.1923, Syberia, namiot nad jeziorem.
Na śniadanie zjedliśmy posolony chleb ze smalcem i popiliśmy kubkiem gorącego kakao oraz kieliszkiem czystej wódki. Za Avrocar!
Zaobserwowaliśmy dziwne zjawisko. Część przybrzeżnych głazów wyraźnie zmieniła miejsce swojego położenia. Zauważyliśmy ich brak, porównując brzeg jeziora ze wczorajszymi fotografiami. Znaleźliśmy je w odległości kilkudziesięciu metrów od obozowiska. Na ziemi było widać wyraźne ślady, co dowodziło niezbicie, że ktoś je wlókł lub pchał. Wydało nam się to niewiarygodne. Głazy były ogromne. Próbowaliśmy jeden przesunąć we trzech, ale nie drgnął ani o centymetr. Oznaczało to, że albo było więcej ludzi, albo ciągnięto je koniem lub samochodem. Wydało nam się to wyjątkowo irracjonalne. Pomijając fakt, że nie widzieliśmy żadnego sensu w przemieszczaniu tych wielkich kamieni, mieliśmy przekonanie, że byliśmy tu sami zeszłej nocy. Z pewnością zauważylibyśmy, gdyby ktoś się pojawił i wykonywał tak mozolną pracę. Jednak dźwięki, które zarejestrowaliśmy, rzeczywiście mogły pasować do odgłosu przesuwanego po ziemi wielkiego kamienia.
Postanowiliśmy spędzić jeszcze jedną noc nad jeziorem. Głazy zostały przez nas dokładnie sfotografowane i oznaczone nacięciami. Chcieliśmy się przekonać, czy stanie się z nimi coś nieoczekiwanego. Jednak do późnego wieczora, ani na wodzie, ani na lądzie, ani na niebie, nie działo się nic nadzwyczajnego. Zjedliśmy kilka posolonych, pieczonych w popiele ziemniaków i wypiliśmy dwa piwa, dyskutując o tym, co widzieliśmy, po czym zasnęliśmy w namiotach.
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 18.09.1923, Syberia, łazik na drodze, tajga.
Wyspaliśmy się doskonale. Tym razem nic nas nie niepokoiło. Z samego rana, nie jedząc śniadania, poszliśmy sprawdzić nasze głazy. Wielkie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że nie ma ani jednego. Zostały tylko wgniecione dziury w ziemi oraz posuwiste ślady, ginące w lesie. Szukaliśmy ich przez kilka godzin, przeczesując tajgę oraz całe wybrzeże. Ani śladu. Zjawisko było na tyle dziwne, że warte dokładnego opisania. Całe szczęście, że mieliśmy szczegółową dokumentację fotograficzną.
Przy obiedzie (upolowany i upieczony nad ogniskiem zając) Fiodor przypomniał nam dziwaczny napis na gazecie, który w zasadzie zignorowaliśmy. „Strzeżcie się sunących głazów” (czy jakoś tak). Czy miało to odniesienie do naszych kamieni? Jeśli tak, to jakie zagrożenie mogły nieść ze sobą? Za najistotniejsze uważam ustalić, jaka siła jest odpowiedzialna, za przenoszenie ich z miejsca na miejsce.
Kiedy robiło się ciemno, zdecydowaliśmy się opuścić jezioro. Zapakowaliśmy wszystko do łazika i pykając fajkę, wyruszyliśmy ku naszej stacji. Droga była już mocno podmokła, jednak liczyliśmy, że dostaniemy się z powrotem w mniej niż godzinę, aby jeszcze napić się piwka na ganku (niestety, cały zabrany zapas się skończył) i pooglądać gwiazdy.
Rozmawiałem swobodnie z Fiodorem o możliwości spoczywania latającego spodka na dnie jeziora i jego wpływie na okoliczną naturę, kiedy niespodziewanie przywaliłem głową o deskę rozdzielczą. Ardalion z trudem wyhamował.
- Co do diabła? – krzyknąłem.
- Droga jest nieprzejezdna – odparł poważnie Ardalion. Spojrzałem przez szybę. Droga była zablokowana przez pięć wielkich głazów, ustawionych w równy rządek, jeden obok drugiego.
- Ty, ale to chyba nie są… – wyszeptałem z niedowierzaniem.
- Wygląda na to, że są – mrukną Ardalion i wyskoczył z samochodu.
Rzeczywiście. To były „nasze głazy”, które nam się zgubiły dziś rano. Poznaliśmy je po oznaczeniach. Czy przez tak krótki czas „przewędrowały” aż tak długi dystans? Byliśmy już jakieś dziesięć kilometrów od jeziora. Jak to możliwe? Zjawisko nie znajdowało naukowego wytłumaczenia, przynajmniej w tej chwili.
Mimo usilnych prób, nie udało nam się ruszyć kamieni. Nie mieliśmy niestety wyciągarki. Nie było też sposobu, aby ominąć głazy, gdyż tajga były w tym miejscu zbyt gęsta, aby próbować przez nią przejechać, a na szukanie innej drogi było już zbyt ciemno.
- Może jak poczekamy, to same sobie pójdą? – stwierdził całkiem poważnie Fiodor.
Popatrzyliśmy na niego ze zdziwieniem, ale nie zanegowaliśmy tego dziwnego przypuszczenia. Skoro kamienie miały jakąś magiczną umiejętność przemieszczania się i co ranek zmieniały swoje miejsce, to rzeczywiście, jak tylko wzejdzie Słońce, nie powinno ich już być na drodze. Brzmiało to absurdalnie, ale logicznie pasowało do zgromadzonych przez nas danych. Postanowiliśmy więc czekać w spokoju. Nie mieliśmy już nic do jedzenie, jako że nie planowaliśmy tak długiego wypadu, więc z pustymi żołądkami zasnęliśmy w samochodzie, wyczekując świtu.
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 19.09.1923, Syberia, stacja badań UFO.
Nasze przypuszczenia sprawdziły się. Głazy zniknęły. Odkryliśmy za to nowy głaz, stojący na drodze w innym miejscu, niż którykolwiek z poprzednich. Nie był przez nas wcześniej fotografowany ani oznaczany. Nie przeszkadzał on jednak w przejeździe, więc go zignorowaliśmy, znakując tylko odpowiednio. Niestety, nasze rozważania nad paranormalnymi (już oficjalnie uznaliśmy te kamienie za zjawisko niewyjaśnione) głazami musiało przerwać dokonanie o wiele bardziej przerażającego odkrycia. Nigdzie nie było Fiodora. Kiedy obudziliśmy się, w samochodzie byliśmy tylko we dwóch. Ja i Ardalion. Myśleliśmy, że Fiodor wstał wcześniej i poszedł do lasu za potrzebą lub upolować coś na śniadanie, dlatego spokojnie rozglądaliśmy się za kamieniami, przygotowując się do odjazdu. Nie wracał jednak zbyt długo, co wzbudziło nasz niepokój, a w końcu duży strach. Szukaliśmy go przez cały dzień po okolicznej tajdze. Byliśmy skrajnie wyczerpani i głodni, jednak zdecydowaliśmy zostać w tym miejscu aż do zmroku. Fiodor nie dawał jednak znaku życia. Byliśmy zrozpaczeni.
- Jedźmy – rzekł Ardalion, kiedy zrobiło się ciemno. – To chyba nie jest bezpieczne miejsce, a my nie mamy już zapasów. Co jeśli głazy jakimś cudem wrócą i znów zablokują drogę?
- Masz rację – odpowiedziałem, choć nie chciałem pogodzić się z tą myślą. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się zostawiać zaginionego towarzysza podróży.
Dotarliśmy do stacji i niesamowicie głodni oraz zmęczeni wpadliśmy do środka. W milczeniu zjedliśmy dziesięciojajową jajecznicę z kiełbasą, pomidorami i pieczarkami, oraz wypiliśmy po dwie puszki piwa. Mieliśmy cichą nadzieję, że Fiodor, cokolwiek się z nim stało, sam wróci do bazy. Tak się jednak nie stało. Poszukiwanie go nocą nie miało wielkiego sensu, nie mieliśmy zresztą już sił. Sprawdziliśmy zamki w drzwiach i włączyliśmy alarm, potem położyliśmy się spać.
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 20.09.1923, Syberia, stacja badań UFO.
Spaliśmy bardzo źle, budząc się kilkakrotnie, sprawdzając, czy nasz kompan nie wrócił. Wstaliśmy gdy świtało. Po porannej toalecie, w milczeniu zjedliśmy śniadanie i wyszliśmy na dwór, aby się rozejrzeć. Stanęliśmy razem na ganku i… szok, strach, zdziwienie, niedowierzania, fascynacja… nie wiem, jak nazwać uczucie, które nas wtedy ogarnęło. Przed domem stało sześć wielkich głazów. Podbiegliśmy do nich i obejrzeliśmy dokładnie. Po pobieżnym badaniu, oczywiście szybko stwierdziliśmy, że to były „nasze głazy”. Pięć tych, które „przywędrowały” znad jeziora i jeden, odkryty na drodze w dzień zniknięcia Fiodora. Znajdowały się w odległości kilku metrów od siebie. Każdy z nich zostawiał za sobą posuwisty ślad wiodący do lasu. Mimo usilnych starań, nie znaleźliśmy niczego, co świadczyłoby o obecności siły (niezależnie, czy stoi za nią ktoś, czy coś), która by je tutaj dopchała. Przeszukaliśmy las w promieniu kilkuset metrów od stacji. W niektórych miejscach można było zobaczyć połamane gałęzie i wgniecioną ściółkę leśną, co świadczyło o przesuwaniu kamieni w tym miejscu. W końcu jednak ślady ginęły w mroku tajgi. Wróciliśmy na kwaterę, nie wiedząc, co mamy o tym myśleć.
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 20.09.1923, Syberia, stacja badań UFO.
Zapisując te słowa, siedzę teraz samotnie w swoim pokoju. Cały dzień dyskutowaliśmy z Ardalionem o zauważonym zjawisku, nie mogąc dojść do żadnych sensownych wniosków. Obserwowaliśmy głazy prawie przez cały czas, ale nie ruszyły się ani na milimetr. Zaznaczyliśmy nawet w ziemi miejsca, w którym się znajdują, robiąc obrysy wokół każdego, aby odnotować choćby najmniejszy ruch.
Uważam, że sytuacja staje się niebezpieczna. Możliwe, że mamy tu fenomen, którego nie da się wytłumaczyć naukowo. Nie potrafię znaleźć żadnego racjonalnego wyjaśnienia. Wysoce prawdopodobne, że mamy tu do czynienia z działaniem jakiejś inteligencji. Kamienie sprawiają wrażenie, jakby żyły i myślały. Bo czym innym wytłumaczyć ich zgodny ruch i zatrzymywanie się w konkretnych miejscach? Czy to możliwe, aby w wyniku działań sił naturalnych, sześć głazów przeniosło się dokładnie w to samo miejsce, i to w miejscu, w którym my przebywamy? A jeśli nie, to nasuwa się pytanie – czy głazy lub to co nimi porusza, wiedzą o naszej bytności i śledzą nas? Czy mają wobec nas jakiś cel? Czy próbują się z nami skontaktować? Czy chcą nam wyrządzić krzywdę? Czy nas obserwują? I co się stało z Fiodorem?
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 20.09.1923, Syberia, stacja badań UFO.
Kamienie w nocy przemieściły się, ale tylko o kilka metrów. Są teraz prawie przy drzwiach naszej stacji. Musiały się ruszać, kiedy spaliśmy. Oznacza to, prawdopodobnie, że obca siła (wspólnie zgodziliśmy się, że mamy tu do czynienia z jakąś tajemniczą nieznaną inteligencją), która nimi porusza, cały czas nam towarzyszy i wie, kiedy ich nie widzimy. Zdecydowaliśmy z Ardalionem, że będziemy obserwować kamienie non-stop, dwadzieścia cztery godziny na dobę. Będziemy się zmieniać na wachcie co sześć godzin. Wszystko po to, aby zauważyć, co nimi porusza. Uznaliśmy też, że będziemy cały czas nosić przy sobie broń. Zaginięcie jednego z członków zespołu jest zbyt niepokojące, aby ignorować względy bezpieczeństwa. Fiodora dalej ani śladu, ale zrezygnowaliśmy już z poszukiwań. Mamy nadzieję, że odkrycie tajemnicy kamieni pozwoli nam rozwiązać też zagadkę jego zniknięcia.
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, noc 20/21.09.1923, Syberia, stacja badań UFO, na jednym z głazów.
Jest druga w nocy. Siedzę sobie na jednym z głazów, tak aby mieć wszystkie inne w polu widzenia. Przegryzam orzechowego batonika, w drugiej ręce trzymam naładowaną dubeltówkę. Nic się nie dzieje. Kamienie nie wykazują niczego anormalnego. Moja wachta się kończy. Ardalion wychodzi ze stacji niewyspany i klepie mnie po ramieniu. Życzę mu powodzenia. Zamieniam z nim jeszcze kilka słów, notuję tę krótką notkę w dzienniku i idę spać.
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 21.09.1923, Syberia, stacja badań UFO.
Obudziłem się przed ósmą i wybiegłem na zewnątrz. Aż padłem na ziemię z przerażenia. Wszystkie sześć głazów zniknęło. Ardalion też. Kilkakrotnie obiegłem stację dookoła, wydzierając się za nim. Przeszukałem las. Wreszcie przeszukałem całą stacją, magazyn i poddasze, sprawdziłem w łaziku, a nawet w furgonetce zostawionej przez naszych poprzedników. Wszystko wyglądało, jakby nigdy nic się nie stało. Przez cały dzień nie odkryłem najmniejszego śladu moich towarzyszy. Nic, pustka i spokój. Boję się. Gdzie oni się podziewają? Gdzie są teraz głazy? Czy coś lub ktoś na nas poluje? Nie wiem, co mam robić. Nie wiem, co mam o tym myśleć.
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, noc 21/22.09.1923, Syberia, stacja badań UFO, moje łóżko.
Umieram ze strachu. Nie mogę zmrużyć oka tej nocy. Uznałem, że muszę stąd uciekać. Zdecydowałem jednak, że z czymkolwiek mam do czynienia, jazda w nocy przez las nie będzie bezpieczna. Zarówno Fiodor, jak i Ardalion zniknęli nocą, kiedy byli poza stacją. Zabarykadowałem drzwi, naładowałem broń, zgasiłem światła i w ciszy czekam na świt. Jutro z samego rana wyruszę łazikiem do najbliższej wioski, prosząc o pomoc w poszukiwaniach moich przyjaciół. Być może miejscowi ludzie będą potrafili powiedzieć coś na temat tego fenomenu. Z pewnością będą też lepiej znali okolicę. Byle do rana…
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 22.09.1923, Syberia, stacja badań UFO, łazik.
Kamienie wróciły! Sześć głazów stoi przed moimi drzwiami. Niestety, to nie koniec niespodzianek. Znalazłem jednak siódmy głaz, który wcześniej był nieznany, to znaczy nieoznaczony. Żaden inny nie przestraszył mnie tak bardzo jako on. To miejsce, miejsce w którym go odkryłem, było niesamowite. Głaz znajdował się… w pokoju Ardaliona! Wszedłem tam, aby zabrać ważne rzeczy, przygotowując się do opuszczenia kwatery i wtedy zobaczyłem wielki kamień, stojący na samym środku. Jakież było moje przerażenie. Jak to możliwe, jakim cudem się tam dostał? – pytałem sam siebie. Głaz, wielki głaz włamał się do domu i usadowił w sypialni. Jakież to absurdalne. Nie miałem czasu ani ochoty dłużej się nad tym zastanawiać. Różne szalone myśli zaczęły mi przychodzić do głowy. Pewna teza szczególnie mocno utkwiła mi w głowie, ale wydała mi się strasznie dziwaczna. Choć, czy ma to jeszcze jakieś znaczenie, w obliczu tak dziwnych wydarzeń? Nie, nieważne, nie ma czasu na takie rozmyślania. Trzeba stąd uciekać. Nie wiem, z czym mam do czynienie, ale chcę być jak najdalej od tego. Jak dotrę do wioski, opiszę wszystko jeszcze raz, rzetelnie. Kiedy tylko odzyskam spokój ducha.
Zapisują teraz w pośpiechu już chyba ostatnie słowa w tym dzienniku. Ostatnie co zrobiłem, to wybiegłem z pokoju, złapałem jakąś kartkę i nabazgrałem na niej „Uciekajcie, kiedy tylko napotkacie poruszające się kamienie!”. Wyskoczyłem ze stacji, przemknąłem przez podwórze, mijając sześć głazów, które stały jak stały, równo w jednym rzędzie, jakby mnie żegnały. Podbiegłem do łazika i zamknąłem się w środku. Gazu!
Dziennik kierownika II rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, data nieznana, Syberia, gdzieś w lesie.
Jeśli czytasz te słowa, to znaczy, że prawdopodobnie nie żyję. Nie wiem, co się stało. Pamiętam tylko, że nie mogłem odpalić samochodu. Opuściłem kabinę i zacząłem grzebać pod maską. Nie wiedziałem w czym problem. Spędziłem chyba kilka minut w skupieniu, świecąc latarką między kabelkami. W pewnym momencie poczułem czyjąś obecność. Odwróciłem się i… zamarłem z przerażenia, z wychodzącymi z orbit gałkami ocznymi i otwartymi ustami. Wokół mnie stało siedem głazów. Tak, wszystkie siedem! Były blisko, kilka centymetrów od moich stóp. Stały nieruchomo. Martwe, ale jakby się we mnie wpatrywały. Nie potrafię opisać uczucia, które mi wtedy towarzyszyło. Nie pamiętam, co się dalej działo. Straciłem przytomność.
Obudziłem się, leżąc na ziemi w lesie. Nie wiem, jak długo byłem nieprzytomny. Nie wiem, gdzie jestem, ani jakim cudem się tu dostałem. Mam przy sobie tylko ubranie i swój dziennik. Piszę w nim teraz chyba ostatnie słowa, bo nie wiem, co się ze mną za chwilę stanie. One tu są…. Głazy są tutaj, obok mnie. Towarzyszą mi cały czas. Wszystkie siedem, spoczywają martwo, tworząc ciasny krąg. A ja leżę w środku tego kręgu. Nie mam siły, aby się podnieść. Chyba widzę jakieś światło, zbliżające się w moim kierunku. Czy podzielę los Fiodora i Ardaliona, cokolwiek się z nimi stało? Chyba się tego już domyślam, choć trudno mi ubrać to w słowa. W każdym razie, drogi czytelniku, kimkolwiek jesteś, jeśli znajdziesz ten dziennik, podziel się tą historią z innymi, ku przestrodze wszystkich tych, którzy będą chcieli się wybrać w to miejsce. Ta ziemia jest przeklęta. Chyba widzę jakieś światło…
Dziennik kierownika III rosyjskiej ekspedycji ufologicznej, 22.11.1923, Syberia, stacja badań UFO.
Minęły dwa miesiące, odkąd straciliśmy kontakt z II ekspedycją ekipy Avrocar. Dziś dotarliśmy do stacji badawczej. Na zewnątrz stoi zakopany w błocie łazik, który należał do naszych poprzedników. Kluczyki są cały czas w stacyjce. Przeszukaliśmy dokładnie stację badawczą. Wygląda tak, jakby ktoś ją opuścił w pośpiechu. Poza tym brak jakichkolwiek niepokojących śladów. Brak też zostawionych dzienników lub wiadomości. Panfił znalazł jakąś zmiętą kartkę z dziwacznym ostrzeżeniem przed poruszającymi się kamieniami. Nie mamy pojęcia, co to może znaczyć, może chodzi o meteoryty. Żadnych śladów ludzkiej bytności w ostatnich dniach. Okolica jest niezwykle spokojna. Szykujemy sobie teraz wyborny omlet na kolację. I piwo, oczywiście. Mamy nadzieję, że uda nam się odnaleźć zaginionych, całych i zdrowych.