"Kobieta nie będzie nosiła ubioru męskiego, a mężczyzna nie ubierze szaty kobiecej, gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni." (5 Mojżeszowa 22, 5)
Chciałem powiedzieć kilka słów na temat rzeczy do której, szczerze mówiąc, podchodzę niechętnie. Nigdy szczególnie nie interesowały mnie kwestie feminizmu czy równości płci. Uważam, że problemy płci czy seksualności nie powinny być w ogóle kwestią polityczną. Jednak są one medialne, a co za tym idzie, mają wpływ na opinię publiczną, a więc są użytecznym narzędziem w rękach wielkich graczy tego świata. Takim narzędziem, trochę też jako temat zastępczy, ostatnio jest gender.
Podejrzewam, że wielu ludzi, choć słyszy o tym na co dzień, do końca nie wie, o co o tak naprawdę chodzi. Wiedzą może o przebieraniu chłopców w sukienki, czy coś w ten deseń. To trochę prawda, ale nie tylko.
Cóż, oczywiście możemy obserwować od jakiegoś czasu spór rodzaju gender i anty-gender. Według lewicy gender jest czymś niczym nauka objawiona, niepodważalna, prawo człowieka, rzecz zapisana konstytucyjnie, etc. Do tego jest ona wspierana przez pożytecznych idiotów pokroju księdza Bonieckiego, twierdzącego, że krytyka gender przez Kościół jest niczym sprzeciw wobec noszenia spodni przez kobiety [1], co nie dość, że spłyca temat, to jeszcze umacnia mit o „ciemnej” historii Kościoła, ale to osobny temat. Z drugiej strony mamy media prawicowe, które nawet jeśli trafnie dostrzegają zagrożenie, często robią to w sposób histeryczny i nie zawsze merytoryczny, szukając teorii spiskowych, wieszcząc apokalipsę czy skupiając się na wygrzebywaniu jakiś (nie zawsze prawdziwych) skrajnych patologii. Ale abstrahując od tego, możemy zauważyć, że w całej tej debacie przewija się nieustannie zagadnienie, czy gender jest nauką, czy ideologią. Prawica uparcie mówi o "ideologii gender", czego lewica nie znosi. Warto się więc zastanowić, kto ma rację, oraz dlaczego jest to takie ważne.
Żeby być uczciwych intelektualnie można powiedzieć, że w zależności od kontekstu i rozumienia, gender może być jednym bądź drugiem. Zacznijmy może od początku. Człowiek, kiedy się rodzi – powiedzmy jako mężczyzna – z wysokim prawdopodobieństwem będzie miał do przejścia inną drogę życiową niż większość kobiet. Wynika to z faktu, że każdy z nas ma przypisane pewne role społeczne, zależne od płci. Część z tych ról jest niezmienna, wymuszona przez biologię - do takich należą np. rola ojca czy syna, matki albo córki. Żaden mężczyzna nie może być matką, a żadna kobieta ojcem, czy nam się to podoba, czy nie (niektórzy co prawda kwestionują ten oczywisty fakt, ale o tym później). Jednak wiele ról zostało wymyślonych przez samo społeczeństwo. Przykładem może być, powiedzmy, wojownik, albo myśliwy. W większości społeczności tylko chłopców uczono walczyć albo polować, podczas gdy kobiety zajmowały się np. gotowaniem i wychowywaniem dzieci. Ten podział nie wynikał jednak bezpośrednio z natury. Nie istnieją żadne fizyczne ograniczenia, żeby kobieta nie mogła zostać wojowniczką bądź myśliwym. Można ją przecież wyszkolić i posłać na wojnę, aby zabijała wrogów, i czasem może to robić nawet lepiej od mężczyzn. I w całej historii oczywiście mamy mnóstwo przykładów czegoś takiego, jednak są to wyjątki, a nie reguły. Generalnie rzecz biorąc, rolę obrońców mężczyźni zawsze będą wykonywać lepiej niż kobiety, a to już wynika z naturalnych i wrodzonych uwarunkowań, takich jak większa siła fizyczna albo większa skłonność do agresji bądź dominacji. Tym samym przypisanie im tej roli jest po prostu praktyczniejsze (z tych samych powodów częściej są przywódcami lub prekursorami).
Rzecz jasna możemy sobie wyobrazić społeczność, która umyśliłaby sobie wszystko odwrotnie – z kobietami na wojnie i mężczyznami w domach. Nie ma ku temu naturalnych przeciwwskazań. Podobno feministki znalazły nawet jakieś dzikie plemię na Nowej Gwinei, gdzie rzeczywiście tak jest. Jednak w większości przypadków taka społeczność nie przetrwałaby zbyt długo. Na przykład, gdyby weszła w konflikt z ludnością, gdzie wszystko jest urządzone tradycyjnie, i takie kobiety-wojowniczki poszłyby walczyć z silnymi i wyszkolonymi mężami, zapewne bez większych problemów zostałyby wzięte do niewoli, zgwałcone, a potem jeszcze zabito by tych mężczyzn siedzących w domach (bo skoro całe życie niańczyli dzieci, to oczywiście nie mogli mieć żadnego doświadczenia w walce). I na tym by się skończył cały feminizm. Dlatego też przyjęte role społeczne można uznać za naturalne, choć nie wynikają bezpośrednio z praw natury (jak w przypadku bycia ojcem i matką) i mogą od nich istnieć liczne odstępstwa (a czasem są one nawet korzystne i pożądane).
Oczywiście socjologowie dostrzegli istnienie tych ról i ukuli termin płci kulturowej, opierając się na obserwacjach – co jest typowe w danej kulturze dla mężczyzn, a co dla kobiet. I jeśli coś miałbym nazwać „nauką gender”, to byłyby to właśnie te badania. Ale oczywiście, gdyby skończyło się na stwierdzeniu takich faktów i niczym więcej, to raczej żadnych konfliktów byśmy dziś nie mieli.
Problem leży w tym, że większość osób zajmujących się gender to w mniejszym lub większym stopniu ideowi marksiści. Ludzie ci nie akceptują naturalnego ładu, jednak postrzegają społeczeństwo w kategoriach walki klas i taką też ideologię dobudowali do płci kulturowej. Tak jak marksiści mówili o wojnie klas, tak genderyści postulują wojnę płci. Klasa uciskana została zastąpiona przez zniewolenie kobiet, a grupą wyzyskiwaczy jest opresyjny system patriarchatu, który rzekomo zmusza obie płcie do wykonywania takich, a nie innych ról. Innymi słowy przymioty przypisywane kobietom i mężczyznom nie są czymś normalnym i pożądanym, ale zostały stworzone sztucznie, wymuszone w imię interesów klasy panującej (czyli w tym przypadku mężczyzn).
Według tego rozumowania fakt, że więcej mężczyzn prowadzi firmy, dowodzi na wojnach, wygrywa w szachy, a więcej kobiet chce zostać w domach lub podjąć bardziej socjalny zawód, nie jest czymś, co wynika z naturalnych różnic i predyspozycji, ale powstało w wyniku spisku męskiego patriarchatu, któremu jest wygodniej utrzymywać taki stan rzeczy. Należy zauważyć, że w krajach rozwiniętych już dawno nikt do niczego nie zmusza kobiet i mają one absolutnie wolny wybór, jednak nie przeszkadza to ruchom feministycznym w ciągłym narzekaniu, wmawianiu ludziom, że są poddawani jakiejś (iluzorycznej) opresji. Osoby te nie akceptują wolnych wyborów jednostek, gdyż nie pasują one do ich utopijnej wizji równego pod każdym względem społeczeństwa. Błędność takiego myślenia została doskonale pokazana w filmie "Gender Equality Paradox"[2].
Inaczej mówiąc, wszystko jest względe, nie ma żadnego ładu naturalnego, a wszelkie różnice, w czymkolwiek, wynikają z kontekstu kulturowego, a nie biologicznego (aspektu w zasadzie całkiem pomijanego). W związku z tym, da się je usunąć poprzez całkowite wywrócenie kultury [12].
Dlatego też osoby te żywią nienawiść do całej historii ludzkości, która jest dla nich historią wyzysku i zniewolenia - chcieliby znieść wszystko, co stanowi jej fundament, aby na to miejsce wybudować nowy, wspaniały świat, w zgodzie z ideologią marksistowską. Stąd też szczególna nienawiść do najbardziej zasłużonych instytucji, które budowały naszą cywilizację, takich jak np. Kościół katolicki (i chrześcijaństwo w ogólności), dziedzictwo średniowiecza (które jest pogardliwie oczerniane jako "wieki ciemne"), albo kapitalizm i gospodarka wolnorynkowa. W skrajnych przypadkach jest to też niechęć do tradycyjnej rodziny, która również jest utożsamiana z patriarchatem.
Nienawiść ta może przybierać w radykalnych przypadkach formę przemocy, jaką możemy choćby zauważyć w prymitywnym ataku argentyńskich feministek na modlących się katolików (zdjęcie powyżej, link do filmu w przypisach) [3] lub w europejskich ekscesach grupy Femen (ścinanie krzyży, atakowanie krzyży, profanowanie świątyń i cerkwi). Nawiasem mówiąc, walka z kapitalizmem nie przeszkadza feministkom do korzystania z pomocy wielkiego kapitału. Ukraińska Femen została założona i była dowodzona przez despotycznego mężczyznę [4], a działaczki w zamian za rozbieranie się są hojnie sponsorowane przez zachodnich biznesmenów [5].
Generalnie, marksiści mają obsesję na punkcie wszelkiego rodzaju równości, nie tylko wobec prawa, ale równości pod każdym możliwym względem. Tym samym odrzucają jakiekolwiek naturalne różnice między płciami - według nich każda rola płciowa może być z jednakowym powodzeniem wykonywana zarówno przez mężczyzn, jak i przez kobiety, a wszystkie podziały zostały narzucone kulturowo. Innymi słowy, nie przeszkadza im kobieca armia. W skrajnych przypadkach kwestionują też pojęcia matki i ojca; nie ma dla nich znaczenia czy dziecko jest wychowywane w normalnej rodzinie, czy przez dwóch mężczyzn, czy dwie kobiety, czy jakkolwiek inaczej. Odrzuca się też tradycyjne macierzyńtwo, jako zniewalające, ograniczające kobiety. Najlepiej, aby dzieci były własnością państwa, ogółu [12].
Stąd próby wpływu na rzeczywistość poprzez ingerencję w politykę czy wychowanie dzieci. Mamy masę programów równościowych, parytetów, ustaw antydyskryminacyjnych, czy szalonych pomysłów w stylu dochodu za wykonywanie prac domowych dla kobiet (tzn. ludzie pracujący będą musieli płacić komuś za to, że sprząta własne mieszkanie, albo gotuje sobie obiad) zasada gender mainstreamingu w UE, walka o fundusze na swoje projekty, ingerencja w wolną przedsiębiorczość, etc. W tym kontekście rzeczywiście można mówić o ideologii gender. Mamy jakąś wizję świata i dążenie do jej realizacji - taka jest definicja ideologii, nie nauki.
Oczywiście gender nie oznacza, że zaraz chłopcy będą musieli nosić sukienki, dziewczynki pracować w kopalniach, etc. Istnieją jednak pewne tendencje i pomieszanie wzorców. W pismach feministycznych możemy znaleźć wręcz chęć do całkowitego przedefiniowania męskości i kobiecości. Przeglądając strony takie jak Codziennik Feministyczny, Fundacja Feminoteka czy Głosy Przeciw Przemocy można odnieść wrażenie, że występuje tam jakiś kult słabości i zniewieścienia. Wzorem mężczyzny nie jest człowiek silny, inteligentny i zaradny, ale przysłowiowy "pedał w rurkach", zdany na opiekę zaradnej bizneswomen i państwa opiekuńczego. Czytając teksty mężczyzn-feministów (tak, istnieje niestety coś takiego), można zaobserwować, że ludzie ci nie są mężczyznami, jakich zwykle oczekują kobiety, ale raczej inaczej wyglądającymi koleżankami, którzy w myśl feministycznych ideałów przyjęli postawę sprzeczną z własną naturą. To co naturalne jest według nich patriarchalne, seksistowskie i szowinistyczne [6]. Za seksistowski uważany jest język [7] (te nieszczęsne końcówki, neologizmy w stylu "naukowczyni", "profesora", "herstoria"), kultura [8] (która utrwala stare wzorce), czy nawet fakt, że mężczyźni wodzą wzrokiem po kobietach na ulicy [9] (co jest już nazywane molestowaniem, choć bez tego, prawdopodobnie, nasz gatunek by wyginął). bell hooks (ta pani z niewiadomych mi powodów każe się pisać małą literą) stwierdziła, że mężczyźni muszą odrzucić lub przedefiniować tradycyjne pojęcie męskości, a żeby zniszczyć patriarchat "wszyscy powinniśmy się zmienić" [10].
Więc największe zagrożenie leży właśnie w ideologii. Im większe wpływy będą zdobywać zwolennicy gender w świecie polityki, mediów i biznesu, tym mocniej będziemy mieli promowane fałszywe wzorce. Podążające za nimi społeczeństwo będzie rozbite, zdezorientowane i po prostu słabe. Feminizm prowadzi do skłócenia, wmawiając ludziom problemy, których nie ma. Nigdy nie istniała żadna wojna płci, mężczyźni i kobiety nigdy nie byli sobie wrodzy.
Nie uważam jednak, aby gender było problemem długotrwałym. Śp. generał Pinochet mówił, że "Marksizm jest jak duch – trudny do złapania, niemal niemożliwy do uwięzienia” [11]. Marksizm nie jest czymś opartym na stabilnych fundamentach, tak jak np. chrześcijaństwo. Pojawia się znienacka, wytwarza zamęt, po czym równie szybko upada i ukrywa się przez lata w książkach, na uniwersytetach i w kółkach intelektualistów, aby w pewnym momencie znów uderzyć, pod jakąś zmienioną formą. Ideologia gender jest tylko jednym z przejawów tej fali i to od nas zależy, jak szybko ją odrzucimy.
Autor: Wojciech Mazurkiewicz
Przypisy:
[1]http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15113644,Ks__Boniecki___Kosciol_jest_wyczulony_na_gender__Tak.html
[2]http://www.youtube.com/watch?v=5oGL7njQwrg
[3]http://www.youtube.com/watch?v=MWYksy5jXJo
[4]http://kresy24.pl/39654/cala-prawda-o-femen/
[5]http://natemat.pl/87347,aktywistki-femen-u-rozbieraja-sie-dla-pieniedzy-otrzymuja-pensje-co-najmniej-tysiac-dolarow
[6]http://codziennikfeministyczny.pl/101-codziennych-sposobow-jakie-mezczyzni-moga-byc-sojusznikami-kobiet/
[7]http://codziennikfeministyczny.pl/seksizmsemantyka/
[8]http://www.tvn24.pl/kultura-styl,8/szwedzki-ranking-bezlitosny-wladca-pierscieni-gwiezdne-wojny-i-harry-potter-seksistowskie,369309.html
[9]http://www.youtube.com/watch?v=SDYFqQZEdRA // http://codziennikfeministyczny.pl/na-pewno-nie-uwazasz-sie-za-gwalciciela/
[10]http://codziennikfeministyczny.pl/zrozumiec-patriarchat/
[11]http://prokapitalizm.pl/40-rocznica-rewolucji-w-chile-chwala-generalowi-pinochetowi.html
[12] http://www.youtube.com/watch?v=GUX5o-VTNEo